piątek, 11 maja 2012

Wiadomość użyteczna o..... ścierce :) (Message sortie... pour le tissu :)

Ścierka rzecz błaha, a jednak bardzo w kuchni potrzebna! (Le tissu, il est trivial, mais il est nécessaire dans la cuisine!)

(Chaque maison devrait être un approvisionnement décente des tissus. Plus grossement tissus sont pour s'essuyer le plancher et les casseroles. Petites tissus sont pour s'essuyer les verres et les assiettes, et les tissus séparées sont la poussière abrasive. Nous avons besoin de surveiller, d'utiliser le tissu pour ce qui est prévu. Tissus faut se laver souvent, et reprisés, et la dame de la maison doit les garder sous clé. Chaque tissu doit avoir votre nombre et de signer.)

Dziś nie przywiązujemy już takiej wagi do tego zagadnienia, ale jak widać w powyższym źródle, kiedyś było zupełnie inaczej, a ścierka - rzecz błaha - miała swoje miejsce w hierarchii kuchennej! (Aujourd'hui, nous n'attachons pas d'importance à cette question. Dans le passé, il était différent, et le tissu avait une place dans la cuisine hierarhii.)

poniedziałek, 7 maja 2012

Kociołek Króla Stasia

3 maja w Milanówku odbył się piknik rodzinny upamiętniający wydarzenia związane z uchwaleniem w 1791 roku Konstytucji. Miałam zaszczyt zaprezentować podczas tej imprezy kulinaria czasów stanisławowskich. Na tą okazję wybrałam przepis z rękopisu pewnej kobiety, który obecnie znajduje się jako zabytek w muzeum. Kobieta ta pochodziła z Gniewoszowa w dzisiejszym województwie mazowieckim i dlatego też pozwoliłam sobie na dodanie tego posta do akcji kulinarnej dotyczącej kuchni mazowieckiej.


Prosie Króla Stasia

Weź prosięcia pieczonego, pokray na zrazy drobne,
włóż w kocioł masła kawałek, grzybków siekanych,
wiązkę pietruszki, cebulę, kucik czosnku, dwie szalotki,
dwa goździki, pół bobkowego liścia, tymianku, bazyliki,
przystaw do ognia, wsyp szczubeć mąki, wley szklankę
wina białego, tyleż bullionu, soli, pieprzu, gotuy z wolna,
sos wysadź do połowy, nareszcie zapraw trzema źółtkami,
z dwiema łyżkami soku winnego tyleż bullionu ubitemi:
przygrzey niegotuiąc, wyday ciepło.


A tu kilka zdjęć z imprezy :)





Mazowsze kulinarnie

piątek, 13 kwietnia 2012

Sernik czekoladowy


Po świętach zawsze zostają nam jakieś spadki jedzeniowe, a tym razem nawet coś więcej: spadek w postaci przepisu na wyborny sernik czekoladowy.
Nie będę zachwalać jego smaku, bo najlepiej jak każdy sobie zrobi i spróbuje!




Spis składnikowy:
Spód ciasta:
2 łyżki cukru,
2 łyżki kakao,
2 łyżki orzechów,
100 g (1 opakowanie) ciastek "petit-ków",
2 łyżki masła.

Masa:
750 g (ok. 6 opakowań) serka Ostrowia o smaku śmietankowym lub jogurtowym,
200 g (szklanka) cukru
5 całych jaj
2 żółtka
1 tabliczka białej czekolady,
60 g 30% śmietany słodkiej.

Składniki do sporządzenia spodu połączyć i wyrobić na ciasto. Następnie przełożyć na małą blachę lub do małej tortownicy i zapiec przez 10 minut w piekarniku nagrzanym do 200*C lub przy termoobiegu - 180*C.

Przygotowanie masy sernikowej:
Całe jajka oraz żółtka utrzeć, a następnie dodać do nich serki ostrowi, cukier i wszystko dokładnie wymieszać. Czekoladę rozpuścić w 60 g 30% śmietany i dodać do pozostałych składników. Masę dokładnie wymieszać i przełożyć na wcześniej zapieczony spód ciasta. Jego konsystencja będzie ciekła :)

Piekarnik rozgrzać do temperatury ok. 170*C i piec ciasto w kąpieli wodnej przez około 40-50 min. W trakcie pieczenia należy sprawdzać czy wierzch się nie przypieka. W razie co można zmniejszać temperaturę.

Jeśli brak Ci wyczucia w pieczeniu istnieje łatwy sposób sprawdzenia czy sernik jest już gotowy. Wystarczy delikatnie potrząsnąć blachą. Jeśli nie jest to ciasto będzie miało wciąż rzadką, ciekłą konsystencję.

środa, 21 marca 2012

Oliwki "krayiowe"

Już od dawna zbieram się do opublikowania przepisu na tzw. oliwki krajowe. Podczas swych poszukiwań związanych z doktoratem, zwróciłam uwagę na przepisy na oszustwa kulinarne, o których wspominałam już wcześniej. Zagadnienie to jest wyjątkowo ciekawe, zwłaszcza przez pryzmat współczesności, czy czasów jeszcze dawniejszych. Wychodzi na to, że z takimi oszustwami mamy do czynienia zarówno dziś, jak i mieliśmy kiedyś. Wynika to z kilku przyczyn. Ale po kolei.

Przede wszystkim należy ustalić czym jest owe oszustwo, jak zdefiniować to zjawisko?
Wymienię w punktach przykłady i odmiany oszustw kulinarnych:
1. Zastępowanie jednych produktów drugimi, czyli używanie tzw. surogatów.
2. Dodawanie do produktów innych substancji w celu zwiększenia ceny, kosztem jakości - np. dodawanie do czekolady krochmalu - ale o tym kiedy indziej.
3. "Zabawy stołowe" w celach czysto rozrywkowych - tyczy się to raczej czasów wcześniejszych niż XIX wiek. Mam tu na myśli takie przedsięwzięcia jak podawanie żywego kapłona na stół, czy układanie różnych zwierząt na kształt innych.

Przedstawiony w tym poście przepis zalicza się do pierwszej grupy oszustw. Wynikały one przede wszystkim z tego, że produkt oryginalny zaliczany był do kosztownych. Nie wszystkich było na niego stać i dlatego szukano zamienników.


A więc do dzieła, zaczynamy eksperyment!
Musimy zgromadzić produkty, a w tym celu należy narwać derenia lub śliwek jeszcze niedojrzałych. Ja zrobiłam z mirabelek, bo zarówno kształt jak i wielkość zbliżone są do oliwek.
Następnie po umyciu wsypujemy je do słoika i zasypujemy solą oraz zalewamy mocnym octem. Po kilku dniach zlać ocet i dodać do niego drugie tyle świeżego. Będzie to nasza przyszła zalewa. Aby ją spożądzić należy ją zagotować z dodatkiem bobkowych liści, pieprzu angielskiego i cząbru. Po zagotowaniu należy jeszcze dodać soli i poczekać, aż wystygnie. Oliwki się zalewa i są one właściwie gotowe do spożycia.



Autor przepisu, niejaki Pan Leńczowski twierdzi, że smakują one jak prawdziwe oliwki. No cóż ja zrobiłam i nie mogę powiedzieć tego samego. Przede wszystkim współcześnie robi się je w zupełnie inne zalewie i być może tu tkwi problem, a być może wynika to z mojej pomyłki w kwestii octu. Dlaczego? Ponieważ ja użyłam dzisiejszego spirytusowego, a jednak w XIX wieku używano innego, np. jabłkowego. Co do mocnego octu, który występuje w przepisie, to postaram się odgrzebać na niego przepis XIX wieczny, bo gdzieś mi się przewinął...

Konkludując - wytworzone przeze mnie oliwki da się zjeść i nie ma żadnych rewelacji żołądkowych po ich spożyciu, ale nie łechcą szczególnie podniebienia!

wtorek, 20 marca 2012

Ratujemy beczkę piwa. Z dawnych metod konserwacji żywności.

Witam wszystkich wiosennie! A jest i po co i na co, bo za oknem prawdziwa wiosna. Na jak długo? To się zobaczy...

Zalegając na sekretariatowym fotelu mam możliwość nadrobienia zaległości kulinarno-piśmienniczych, ponieważ żadnej poważnej pracy przeprowadzić nie mogę, a to z uwagi na tzw. interesantów, co to wiecznie czegoś chcą. I tym sposobem zalegam ze sprawami inwentaryzacji i animacji z reduty Oriona! Ale nic to, przynajmniej oddaje się z przyjemnością lekturze "poradnika zdrowia..." z początku XIX wieku.

Postanowiłam wrzucić, krótką ciekawostkę piwowarską, którą wygrzebałam z Piasta, którego powtórnie przeglądałam, w bliżej nie określonym celu.



Z niemieckich nowości, ktoś postanowił donieść, że jest sposób na zbyt szybkie kwaśnięcie piwa. A mianowicie do beczki z piwem należało dodać upalonej bylicy i drzewa bukowego. Upalonej to mało powiedziane, bo konkretnie chodzi o popiół powstały ze spalania wyżej wymienionych. Może też być węgiel, który się ściera na proszek.

bylica

liść drzewa bukowego

To już kolejny przykład w literaturze, z jakim się spotykam, który ma potwierdzać dobroczynny wpływ węgla (dobroczynny w sensie wydłużający termin przydatności do spożycia) czy popiołu na produkty łatwo ulegające psuciu. Z resztą nie tylko te łatwo ulegające psuciu. Generalnie popiół ma właściwości konserwujące. A jak to się dzieje?
cytując Wikipedię:
"Popiół — stała pozostałość po spaleniu substancji organicznej, np. paliw stałych lub płynnych, czy masy organizmów żywych. Popiół jest produktem wtórnym, otrzymywanym przez działanie wysokiej temperatury na substancje mineralne zawarte w materiale. Zawiera większość pierwiastków, które się w nim znajdowały, choć wchodzą one po spopieleniu w skład innych związków chemicznych."

I tak w przypadku popiołu roślinnego uzyskuje on odczyn zasadowy, który ma silne właściwości konserwujące, ponieważ działa zabójczo na wszelkie drobne żyjątka, które mogłyby rozwinąć się i w ten sposób popsuć produkt - w tym przypadku, o zgrozo!, nasze piwo!

wtorek, 7 lutego 2012

Różnica miedzy rosołem a bulionem....

Według dzisiejszego rozumowania bulion jest skondensowaną wersją rosołu. czy tak było zawsze? Otóż okazuje się, że nie. W początkach XIX wieku uważano dokładnie na odwrót. To rosół był właśnie tym wywarem, który gotowany odpowiednio długo, stawał się zawiesisty i gęsty, a także posiadał odpowiednią moc smaku. Bulion natomiast był lekkim wywarem, zupełnie przypominającym dzisiejszy rosół.

Dla potwierdzenia zamieszczam przepisy Nakwaskiej zawarte w 2 tomie Dworu Wiejskiego...

Na rosół najlepiej nadają się: zraz czyli mięso z piersi oraz z zadu wołowego. Na trzy funty takiego mięsa potrzebny jest garnek o pojemności 5 kwart. Najlepiej nadaje isę garnek polewany a nie metalowy. W tym miejscu przyznam autorce słuszność, choćby i z tego względu, że w dzisiejszych czasach sporo ludzi (m. in. ja) cierpi na silną alergię na nikiel. szczerze nie wierzę w cudowne garnki nieniklowane itp. Myślę, że stara, poczciwa glina najlepiej się sprawdza. Oczywiście w dzisiejszych czasach na pewno ciężko będzie pogodzić te dwie rzeczy - kuchenka gazowa i garnek gliniany - ale warto poeksperymentować!



Związane mięso należy zalać zimną wodą i odczekać do kipienia żeby odszumować (zebrać syf z wierzchu). Szumować należy dopóki szumowiny będą się pokazywać na wierzchu. Gdy już znikną zupełnie należy gotować go na wolnym ogniu i osolić! Dodać upieczoną czerwoną cebulę wraz z łupinką. Po 2 godzina należy dodać razem związane:
2 marchwie, 2 pory, kawałek pasternaku, dwa selery, pietruszki parę kawałków.

Gdy w trakcie gotowania pokazuje się "tłustość" należy zbierać ją łyżką drewnianą.



Ważne jest aby rosół gotować w jednostajnej temperaturze. Jeśli zdarzy sie, że trzeba będzie dolać w trakcie gotowania wody to musi to być wrzątek, aby nie zaburzać temperatury rosołu.

"Aby mieć rosół na stół pański doskonały, trzeba go ośm godzin gotować, wtedy i mięso będzie kruche..."



Bulion natomiast wystarczy sporządzać w półtorej godziny. Potrzeba pół funta chudej wołowiny, pół kurczęcia albo innego drobiu. Mięso należy pokroić w miarę drobno (aby się szybciej ugotowało) i zalać kwartą zimnej wody. Dalej proces podobnie jak przy rosole. Po zagotowaniu szumowanie, następnie wolne gotowanie, po godzinie dodajemy jarzyny, też drobno posiekane - w przypadku rosołu to większe kawałki. A sekret szybszego dojścia bulionu to przykrycie go w trakcie gotowania szczelną pokrywka :)
"W pół godziny już będziesz mogła przecedzić i dać choremu"
Właśnie bulion nadawał się idealnie dla chorych, a zapewne po prostu nie nadawał się na wykwintny obiad!

poniedziałek, 6 lutego 2012

Co wywołuje ślinotok...cebulowa z serem!

Zainspirowana zupą zjedzoną w niedalekiej przeszłości u znajomej postanowiłam wygrzebać swój stary przepis na cebulową. Nie wiem czy jest taki jak mej znajomej, ale zapewne coś na ten temat napomknie, po zapoznaniu się z poniższą treścią. Jedno co się powtarza to grzanki i ser, ale po kolei....


Spis składnikowy
6-8 cebul
1 l. bulionu
6 ząbków czosnku
2 łyżki tymianku
0,5 łyżeczki kminku
sól
pieprz
1 łyżeczka koperku i natki pietruszki
1 łyżeczka cebulki prażonej
250 g żółtego sera
chleb razowy lub biały.

Cebulkę obieramy i siekamy - ja w półtalarki, ale jak kto woli. Czosnek również obieramy i kroimy w cienkie plasterki. Jeśli ktoś nie dokońca przepada za smakiem czosnku może zmniejszyć jego ilość oraz przecisnąć przez praskę.


Następnie do garnka o średniej wielkości wlewamy odrobinę oleju i podsmażamy czosnek z cebulą. Proponuję wpierw podsmażyć delikatnie czosnek a następnie dodać dopiero cebulę. Smażące się wiktuały posypujemy do smaku solą, pieprzem, tymiankiem i kminkiem. Ja jeszcze nagminnie używam ostatnio pieprzu cytrynowego.



Po zeszkleniu się cebuli i czosnku zalewamy wszystko bulionem (oczywiście nie takim z kostki, a prawdziwym - może być ewentualnie zwykły rosół. Różnica między jednym, a drugim w najbliższym czasie na blogu!)
Po zagotowaniu, należy gotować jeszcze przez 15-20 minut.
W międzyczasie gotowania należy przygotować grzanki. W tym celu kroimy kromki chleba w kostkę i albo smażymy na patelni, albo zapiekamy w piekarniku. Ja wolę podsmażane na maśle :)


Gdy zupka już w pełni nam sie ugotuje to przelewamy ją w miseczki, dodajemy grzanki i układamy na wierzchu ser. Wkładamy do rozgrzanego piekarnika i zappiekamy, tak aby ser się rozpuścił. Możemy dodatkowo posypać nasze danie natką z pietruszki lub koperkiem, a dla wyjątkowych miłośników cebuli (takich jak ja) polecam prażoną cebulkę!


Mniam, z samego opisywania aż mi się ślina zebrała....