Nosiłam się z zamiarem podania jakiegoś sensownego przepisu na zakwas chlebowy oraz sam chleb. Niestety moje eksperymenty ze współczesnymi przepisami wyszły dość blado i postanowiłam podejść do zagadnienia historycznie, jak zawsze ostatnimi czasy.
Dlatego też podaje niżej wierny (w formie cytatu) przepis Ćwierczakiewiczowej, zaczerpnięty z jej jedynych praktycznych przepisów... A skoro to jedyne praktyczne przepisy, to nie mogą nas zawieść
"Chcąc mieć kwas,
trzeba najpierw upiec chleb na drożdżach
zwyczajnym sposobem, a robiąc go zostawić ciasta
surowego w ilości szklanki, zaraz rozkruszyć
go w mące żytniej, pięknej, tak długo dodając
mąki, póki znaku nie będzie, że to jest ciasto,
tylko wyglądać będzie jakby sama mąka.
Wsypać to w czysty woreczek, lekko związać i
powiesić w suchem. miejscu, taki kwas użyć
można dnia trzeciego, można go jednak trzymać
i parę tygodni.
Użycie kwasu. Bierze się ten wszystek kwas
zasuszony, wsypuje w trzy kwartową dzieżecz-
kę, zalewa kwartą wody ciepłej, dodając tyle
mąki żytniej, żeby się utworzyło ciasto, po
należy tera rozbiciu, jak śmietana gęsta; zrobić to
na noc, przykryć i postawić w cieple do rana
a drugie tyle narośnie, zdarza się czasami, że
opadnie, jak zanadto przerośnie, ale to nie szkodzi.
Mieć już nazajutrz rano, naprzykład o godzinie
szóstej mąkę osianą w niecce, w ilości trzech
garncy, ująć połowę do przyczynu, a w drugą,
połowę wlać trzy kwarty serwatki, wody lub
słodkiego mleka rozbiwszy należycie, wlać ten
kwas wszystek i osolić; do każdego garnca mąki
bierze się łyżeczka soli. Po postawieniu w cieple
powinno we trzy godziny już wyróść należycie,
im cieplej, tern prędzej wyrośnie. Do przyczynu
dosypywać mąkę po trochu długo i dobrze
wygniatać, gdyby mąka była świeża, nie
wysuszona, to do tej ilości trzeba mąki z kwartę
przysypać, wymieszać i postawić w cieple, żeby
dobrze wyrosło; będzie śliczne dziurkowate jak
na drożdżach i lekkie ciasto.
Chleb 'pławiony jest najlepszy, bo
równo wyrasta w środku przez należyte
ogrzanie; najlepiej mieć do pławienia chleba
podłużną, nie głęboką wanienkę, wlać w nią
wody niezbyt gorącej, przylewać gdyby wystygła;
następnie porobiwszy niezbyt wielkie bochenki,
pokłaść w tę wodę, daleko prędzej spłynie,
niżeliby rósł na stolnicy; po wypłynięciu polać
go można ukropem i zaraz w piec wstawić.
Jak jest suche drzewo, pali się dopiero wtenczas,
kiedy chleb skończy się robić na stolnicy, trze.
ba mocno trzon wypalić, a potem dobrze
pomiotłem wilgotnem wystudzić u dołu, jak nie-
mniej i .u góry, próbować mąką, żeby się nie
paliła tylko była rumianą. W pół godziny
trzeba go przesadzić i gorącą wodą polać, to
się po wyjęciu będzie świecił; w piecu ma
siedzieć godzinę. Dla smaku można dodać trochę
kminku lub kopru."
I Voile! Później o chlebie drożdzowym.
poniedziałek, 9 stycznia 2012
czwartek, 15 grudnia 2011
Smaki świąt, part 1
Wszyscy ostatnio mnie pytają co mnie tak wzięło na pieczenie ciastowych wyrobów? A ja właściwie nie wiem co, tak po prostu odczuwam silną, wewnętrzną potrzebę pieczenia! Pewnie niektórym może wydać się to dziwne, ale tak już jakoś mam :)
Biorąc pod uwagę fakt, że do niedawna w ogóle nie zajmowałam się wyrobami piekarsko-ciastkarskimi, to moja ostatnia aktywność na tym polu jest ogromna. Piekę chleby, ostatnio szarlotkę, a wczoraj pierniczki. I tak jakoś od końca postanowiłam umieszczać dla potomnych, zwłaszcza, że niektóre z przepisów są właściwie nie powtarzalne, zawierające moje własne "trzy grosze".
Pierniczki miodowe z nadzieniem o których mowa w tym poście doskonale wpisują się w klimat świąteczny, dlatego też polecam ogromnie zrobienie je na wigilię!
Spis składnikowy na około 25 pierniczków:
ciasto:
200 g mąki pszennej,
1 jajko,
100 g cukru,
100 g miodu,
100 g masła,
1 łyżeczka przyprawy korzennej - ja dodałam cynamon i wanilię,
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia,
100 g konfitury
lukier:
200 g cukru pudru, 100 ml wody
Cukier, miód, masło i 50 ml wody podgrzać do tem. ok 75*C, dodać przyprawy (cynamon i wanilię) oraz połowę mąki (100 g). Dokładnie wymieszać składniki i pozostawić do wystygnięcia. Następnie wsypać resztę mąki i proszek do pieczenia, dodać jajko i zagnieść ciasto.
Ciasto rozwałkować na placek o grubości ok 1/2 cm i wyciąć gwiazdki - oczywiście może być każdy inny kształt, ale świątecznie polecam gwiazdki lub choinki :) Podziel gwiazdki na pół i połowę posmaruj konfiturą (smak dowolny, ale najlepiej pasują do tego porzeczki, owoce leśne, agrest). Brzegi ciasta polecam smarować jajkiem, co spowoduje dokładne zespolenie obu gwiazdek, ale nie jest to zabieg konieczny. Następnie drugą połowę gwiazdek połóż na tych posmarowanych konfiturą i lekko dociśnij.
Gwiazdki najlepiej układać na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia.
Piekarnik rozgrzać do temperatury 200*C z termoobiegiem i piec przez 12-15 minut.
Po wystygnięciu polać lukrem, który przyrządza się poprzez rozpuszczenie cukru pudru w wodzie i gotowe.
Smacznego! A naprawdę jest czego :)
Ps. Przepis ten pochodzi z kuchni rosyjskiej, o której na pewno będzie jeszcze mowa szerzej w przyszłości.
Biorąc pod uwagę fakt, że do niedawna w ogóle nie zajmowałam się wyrobami piekarsko-ciastkarskimi, to moja ostatnia aktywność na tym polu jest ogromna. Piekę chleby, ostatnio szarlotkę, a wczoraj pierniczki. I tak jakoś od końca postanowiłam umieszczać dla potomnych, zwłaszcza, że niektóre z przepisów są właściwie nie powtarzalne, zawierające moje własne "trzy grosze".
Pierniczki miodowe z nadzieniem o których mowa w tym poście doskonale wpisują się w klimat świąteczny, dlatego też polecam ogromnie zrobienie je na wigilię!
Spis składnikowy na około 25 pierniczków:
ciasto:
200 g mąki pszennej,
1 jajko,
100 g cukru,
100 g miodu,
100 g masła,
1 łyżeczka przyprawy korzennej - ja dodałam cynamon i wanilię,
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia,
100 g konfitury
lukier:
200 g cukru pudru, 100 ml wody
Cukier, miód, masło i 50 ml wody podgrzać do tem. ok 75*C, dodać przyprawy (cynamon i wanilię) oraz połowę mąki (100 g). Dokładnie wymieszać składniki i pozostawić do wystygnięcia. Następnie wsypać resztę mąki i proszek do pieczenia, dodać jajko i zagnieść ciasto.
Ciasto rozwałkować na placek o grubości ok 1/2 cm i wyciąć gwiazdki - oczywiście może być każdy inny kształt, ale świątecznie polecam gwiazdki lub choinki :) Podziel gwiazdki na pół i połowę posmaruj konfiturą (smak dowolny, ale najlepiej pasują do tego porzeczki, owoce leśne, agrest). Brzegi ciasta polecam smarować jajkiem, co spowoduje dokładne zespolenie obu gwiazdek, ale nie jest to zabieg konieczny. Następnie drugą połowę gwiazdek połóż na tych posmarowanych konfiturą i lekko dociśnij.
Gwiazdki najlepiej układać na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia.
Piekarnik rozgrzać do temperatury 200*C z termoobiegiem i piec przez 12-15 minut.
Po wystygnięciu polać lukrem, który przyrządza się poprzez rozpuszczenie cukru pudru w wodzie i gotowe.
Smacznego! A naprawdę jest czego :)
Ps. Przepis ten pochodzi z kuchni rosyjskiej, o której na pewno będzie jeszcze mowa szerzej w przyszłości.
poniedziałek, 28 listopada 2011
Włoskie smaki na osłodę polskiego zimna :)
Od dawna chodziło za mną foccacio. Tak bardzo miałam ochotę na ten pyszny włoski chleb, aż postanowiłam w końcu zrobić własny. Jak to się mówi metodą prób i błędów, znając ogólny zarys przepisowy na foccacio przystąpiłam do dzieła. I się udało, choć przyznaje, że jak na mój gust powinno być trochę bardziej puszyste. Nie zmienia to faktu, że pierwsze próby smakowe już były, a efekt (miny próbujących) są zadawalające.
A więc do roboty. Na poczatek spis składników:
Na ciasto:
1. 700 g mąki,
2. 400 ml letniej wody,
3. 200 ml. oliwy z oliwek,
4. łyżka grubo mielonego pieprzu,
5. łyżeczka soli
6. opakowanie drożdży suchych - 7 g
Na ciasto:
1. około 1 łyżeczkę gruboziarnistej soli,
2. pomidory suszone,
3. Rozmaryn świeży lub suszony,
4. łyżka oliwy z oliwek,
5. łuzka letniej wody,
6. 2 ząbki czosnku
Do sporej miski wsypujemy mąkę, do której dodajemy kolejno drożdże, oliwę, wodę, sól i pieprz. Wszystko dokładnie mieszamy. Najlepiej mikserem, ale ostrzegam, że mikser musi być wytrzymały. Mój nie dał rady i się spalił :) Istnieje takie zagrożenie, ponieważ ciasto jest strasznie lepkie, co powoduje zatory przy miksowaniu. Można też ciasto wyrobić ręcznie, ale trzeba się troszkę napracować, bo im lepiej wyrobione ciasto tym będzie bardziej puszyste. Proponuję przy mieszaniu ręcznym najpierw posmarować dłonie oliwą, to się nie będzie ciasto tak lepić.
Po rozrobieniu ciasto należy przełożyć do innej, też sporej miski, którą ówcześnie należy posmarować oliwą, co by ciasto do niej nie przywarło. Misę przykryć zwilżoną szmatką i odstawić na 2 godziny w ciepłe miejsce. Ciasto wyrasta, a po wyrośnięciu wygląda tak:
Po wyrośnięciu ciasto przekładamy na blachę (ok. 25x30) wcześniej wysmarowaną oliwą i posypaną mąką. Przełożone ciasto rozkładamy równomiernie, a następnie palcami robimy zagłębienia:
Z łyżki oliwy i łyżki wody robimy mieszankę, którą smarujemy ciasto, a na to wszystko układamy dodatki w postaci rozmarynu, pomidorów i czosnku (i co tylko dusza zapragnie:). Moja własna sugestia jest taka, aby dodatki wepchnąć delikatnie w ciasto, bo inaczej się za bardzo spieką.
Teraz odstawiamy ciasto jeszcze na pół godzinki, a później pieczemy w piekarniku nagrzanym do 200 C przez około 20-25 minut.
I gotowe:
Na koniec tylko mała uwaga, ja piekłam w temperaturze 230 stopni C w termoobiegu i to okazało się za wiele. Skórka jest przypieczona, ale nie spalona. W sumie smaczne, ale polecam raczej robić w mniejszej temperaturze, bo prawdziwe foccacio nie jest aż tak zarumienione. I jeszcze jedno, przed wyjęciem z pieca warto sprawdzić zapałką czy ciastu już jest gotowe!
Smacznego!
Ps. Już niebawem o zakwasie i chlebie żytnim!
A więc do roboty. Na poczatek spis składników:
Na ciasto:
1. 700 g mąki,
2. 400 ml letniej wody,
3. 200 ml. oliwy z oliwek,
4. łyżka grubo mielonego pieprzu,
5. łyżeczka soli
6. opakowanie drożdży suchych - 7 g
Na ciasto:
1. około 1 łyżeczkę gruboziarnistej soli,
2. pomidory suszone,
3. Rozmaryn świeży lub suszony,
4. łyżka oliwy z oliwek,
5. łuzka letniej wody,
6. 2 ząbki czosnku
Do sporej miski wsypujemy mąkę, do której dodajemy kolejno drożdże, oliwę, wodę, sól i pieprz. Wszystko dokładnie mieszamy. Najlepiej mikserem, ale ostrzegam, że mikser musi być wytrzymały. Mój nie dał rady i się spalił :) Istnieje takie zagrożenie, ponieważ ciasto jest strasznie lepkie, co powoduje zatory przy miksowaniu. Można też ciasto wyrobić ręcznie, ale trzeba się troszkę napracować, bo im lepiej wyrobione ciasto tym będzie bardziej puszyste. Proponuję przy mieszaniu ręcznym najpierw posmarować dłonie oliwą, to się nie będzie ciasto tak lepić.
Po rozrobieniu ciasto należy przełożyć do innej, też sporej miski, którą ówcześnie należy posmarować oliwą, co by ciasto do niej nie przywarło. Misę przykryć zwilżoną szmatką i odstawić na 2 godziny w ciepłe miejsce. Ciasto wyrasta, a po wyrośnięciu wygląda tak:
Po wyrośnięciu ciasto przekładamy na blachę (ok. 25x30) wcześniej wysmarowaną oliwą i posypaną mąką. Przełożone ciasto rozkładamy równomiernie, a następnie palcami robimy zagłębienia:
Z łyżki oliwy i łyżki wody robimy mieszankę, którą smarujemy ciasto, a na to wszystko układamy dodatki w postaci rozmarynu, pomidorów i czosnku (i co tylko dusza zapragnie:). Moja własna sugestia jest taka, aby dodatki wepchnąć delikatnie w ciasto, bo inaczej się za bardzo spieką.
Teraz odstawiamy ciasto jeszcze na pół godzinki, a później pieczemy w piekarniku nagrzanym do 200 C przez około 20-25 minut.
I gotowe:
Na koniec tylko mała uwaga, ja piekłam w temperaturze 230 stopni C w termoobiegu i to okazało się za wiele. Skórka jest przypieczona, ale nie spalona. W sumie smaczne, ale polecam raczej robić w mniejszej temperaturze, bo prawdziwe foccacio nie jest aż tak zarumienione. I jeszcze jedno, przed wyjęciem z pieca warto sprawdzić zapałką czy ciastu już jest gotowe!
Smacznego!
Ps. Już niebawem o zakwasie i chlebie żytnim!
wtorek, 14 czerwca 2011
Zapiekanka na winie!
Czasem dopada nas rzeczywistość. Tak też i mi się przytrafiło w niedziele! Nagle się okazało, że nie ma nic na obiad, a sklepy pozamykane. Powrót do rzeczywistości odbył się brutalnie, a wrażenie było jakbym dostała obuchem w łeb. Bo ja, czy mój mąż, moglibyśmy obejść się bez porządnego posiłku, ale już nasz syn nie za bardzo!
Szybki rekonesans po lodówce, tudzież zamrażalniku i pomysł sam napłynął do zwojów mózgowych. To zupełnie jak w bajce "Pomysłowy Dobromił" - piłeczka kilka razy odbiła się od czaszki, a później zaświeciła się lampka!
Zgromadziłam następujące produkty:
- ziemniaki ok. 5 szt.,
- masło 0,5 kostki,
- ser 0,5 kg,
- szynka ok. 20 dag.,
- upieczona pierś z kurczaka,
- cebula 3 szt.,
- papryka czerwona 1 szt.,
- koncentrat pomidorowy 0,5 słoiczka,
- pesto bazyliowe 0,5 słoiczka.
Oczywiście przyprawy jakieś zawsze się znajdą w mojej kuchni, a użyłam: koperek, pietruszkę, słodką paprykę, kurkumę, pieprz i sól.
A co powstało z tych składników. Jak w tytule jest to zapiekanka, a na winie, bo co mi się pod rękę nawinęło, to się w zapiekance znalazło.
Przejdźmy zatem do konkretów. Ziemniaki obrać, umyć i pokroić w plastry średniej grubości. Blachę, formę do ciast lub naczynie żaroodporne wysmarować porządnie masłem i wyłożyć pierwszą warstwę ziemniaków.
Szynkę pokroić w kostkę , kurczaka rozdrobnić na małe kawałeczki, cebulę pokroić dowolnie w zależności od gustu, paprykę pokroić w kostkę. W/w składniki podsmażyć na patelni na maśle dodając przyprawy. Podsmażone produkty stanowią drugą, środkową warstwę zapiekanki. Na górę układamy drugą warstwę ziemniaków, a na sam wierzch ser. Jeśli sera mamy w dużych ilościach to możemy go dodać również do warstwy środkowej, tzw. farszu.
Wszystko pieczemy w termoobiegu, temperatura 190*C przez około 40 minut. Jeśli mamy zwykły piekarnik to 200*C.
Smacznego!
Szybki rekonesans po lodówce, tudzież zamrażalniku i pomysł sam napłynął do zwojów mózgowych. To zupełnie jak w bajce "Pomysłowy Dobromił" - piłeczka kilka razy odbiła się od czaszki, a później zaświeciła się lampka!
Zgromadziłam następujące produkty:
- ziemniaki ok. 5 szt.,
- masło 0,5 kostki,
- ser 0,5 kg,
- szynka ok. 20 dag.,
- upieczona pierś z kurczaka,
- cebula 3 szt.,
- papryka czerwona 1 szt.,
- koncentrat pomidorowy 0,5 słoiczka,
- pesto bazyliowe 0,5 słoiczka.
Oczywiście przyprawy jakieś zawsze się znajdą w mojej kuchni, a użyłam: koperek, pietruszkę, słodką paprykę, kurkumę, pieprz i sól.
A co powstało z tych składników. Jak w tytule jest to zapiekanka, a na winie, bo co mi się pod rękę nawinęło, to się w zapiekance znalazło.
Przejdźmy zatem do konkretów. Ziemniaki obrać, umyć i pokroić w plastry średniej grubości. Blachę, formę do ciast lub naczynie żaroodporne wysmarować porządnie masłem i wyłożyć pierwszą warstwę ziemniaków.
Szynkę pokroić w kostkę , kurczaka rozdrobnić na małe kawałeczki, cebulę pokroić dowolnie w zależności od gustu, paprykę pokroić w kostkę. W/w składniki podsmażyć na patelni na maśle dodając przyprawy. Podsmażone produkty stanowią drugą, środkową warstwę zapiekanki. Na górę układamy drugą warstwę ziemniaków, a na sam wierzch ser. Jeśli sera mamy w dużych ilościach to możemy go dodać również do warstwy środkowej, tzw. farszu.
Wszystko pieczemy w termoobiegu, temperatura 190*C przez około 40 minut. Jeśli mamy zwykły piekarnik to 200*C.
Smacznego!
poniedziałek, 23 maja 2011
Noc Muzeów od kuchni!
Post ten jest nieco spóźniony, bo Noc Muzeów była już tydzień temu, ale cóż począć jak obowiązki służbowe pognały mnie na zachód Polski i przez tydzień bawiłam w Poznaniu i Szczecinie.
Bądź co bądź postanowiłam zamieścić relację kulinarną związaną z imprezą pod hasłem Noc Muzeów. Odwiedziłam przede wszystkim Cytadelę Warszawską, gdzie miały miejsce pokazy związane z bronią. No i cóż to ma wspólnego z jedzeniem?? A no, wojak też człowiek i musi coś jeść. Ponadto wiedziałam, że tam też skryje się ze swym kramem koleżanka po fachu - Małgorzata Krasna-Korycińska. Na ten wspaniały dzień, a raczej noc, owa koleżanka przygotowała wojskową kantynę rodem z XIX wieku.
Skosztowałam kawy i herbaty z różnymi dodatkami
Odrobiny słodkości też nie zabrakło :)
Na "zapleczu" naszykowane było specjalne palenisko, nad którym zawieszony był na wilkach ogromny czajnik, a w palenisku, z boku, stał dzban z kawą. Można powiedzieć, że sposób parzenia kawy przypominał nieco turecki.
Dodatkowym rarytasem, jaki można było zakosztować, był syrop sosnowy. Rewelacja i tyle mogę powiedzieć!
Muszę tu nadmienić, że Gosia jest autorem książki o kulinariach z wczesnego średniowiecza, więc jeśli kogoś interesuje taka tematyka, to serdecznie polecam! A w nawiasie zamieszczam link do książki na stronie wydawcy.
(http://www.triglav.com.pl/publikacje-3-virt.html?page=shop.product_details&flypage=flypage.tpl&product_id=32&category_id=6)
Na przeciwko, rodzinnie, rozbił się kram mieszany z przepysznymi podpłomykami i równie smacznymi dodatkami, takimi jak konfitury wszelakiej maści.
Gdy zaspokoiłam już swą ciekawość wzrokowo-smakową udałam się w wyprawę po całym terenie cytadeli i okazało się, że kulinariów jest więcej.
Trafiłam do kramu wczesnego średniowiecza o proweniencji bliżej nie określonej, Gdy zapytałam kim są i jaką kulturę, nację, grupę etniczną reprezentują to odburknęli, że są Słowianami, a tymczasem na łyżkach mieli wzorki rodem ze Skandynawii :).
Nie wiem czy tak tylko na odczepnego powiedzieli, czy aż tak są nie zorientowani w temacie.
Bądź co bądź postanowiłam zamieścić relację kulinarną związaną z imprezą pod hasłem Noc Muzeów. Odwiedziłam przede wszystkim Cytadelę Warszawską, gdzie miały miejsce pokazy związane z bronią. No i cóż to ma wspólnego z jedzeniem?? A no, wojak też człowiek i musi coś jeść. Ponadto wiedziałam, że tam też skryje się ze swym kramem koleżanka po fachu - Małgorzata Krasna-Korycińska. Na ten wspaniały dzień, a raczej noc, owa koleżanka przygotowała wojskową kantynę rodem z XIX wieku.
Skosztowałam kawy i herbaty z różnymi dodatkami
Odrobiny słodkości też nie zabrakło :)
Na "zapleczu" naszykowane było specjalne palenisko, nad którym zawieszony był na wilkach ogromny czajnik, a w palenisku, z boku, stał dzban z kawą. Można powiedzieć, że sposób parzenia kawy przypominał nieco turecki.
Dodatkowym rarytasem, jaki można było zakosztować, był syrop sosnowy. Rewelacja i tyle mogę powiedzieć!
Muszę tu nadmienić, że Gosia jest autorem książki o kulinariach z wczesnego średniowiecza, więc jeśli kogoś interesuje taka tematyka, to serdecznie polecam! A w nawiasie zamieszczam link do książki na stronie wydawcy.
(http://www.triglav.com.pl/publikacje-3-virt.html?page=shop.product_details&flypage=flypage.tpl&product_id=32&category_id=6)
Na przeciwko, rodzinnie, rozbił się kram mieszany z przepysznymi podpłomykami i równie smacznymi dodatkami, takimi jak konfitury wszelakiej maści.
Gdy zaspokoiłam już swą ciekawość wzrokowo-smakową udałam się w wyprawę po całym terenie cytadeli i okazało się, że kulinariów jest więcej.
Trafiłam do kramu wczesnego średniowiecza o proweniencji bliżej nie określonej, Gdy zapytałam kim są i jaką kulturę, nację, grupę etniczną reprezentują to odburknęli, że są Słowianami, a tymczasem na łyżkach mieli wzorki rodem ze Skandynawii :).
Nie wiem czy tak tylko na odczepnego powiedzieli, czy aż tak są nie zorientowani w temacie.
wtorek, 10 maja 2011
Czekoladowych specjałów ciąg dalszy
Przeglądając "Piasta" znalazłam koleiny artykuł traktujący o czekoladzie. Tym razem autor, tajemniczy J. B. (notabene ten sam, który popełnił poprzedni artykuł o czekoladzie), wyjaśnia w jaki sposób rozpoznawać sfałszowaną czekoladę!
Miłej lektury!
Miłej lektury!
poniedziałek, 9 maja 2011
Cykl używkowy - czekolada!
Na dziś przygotowałam kolejną odsłonę cyklu używkowego, a w niej przepis na czekoladę, który wyszperałam w XVII części "Piasta" z 1830 r.
Aby przepis był bardziej zrozumiały postanowiłam uraczyć Was moim komentarzem i refleksjami na temat.
Kakao karakas, a w rzeczywistości caracas to odmiana bardziej szlachetna, pochodząca (jak sama nazwa wskazuje) z Wenezueli. Niestety nie orientuje się czy można i ewentualnie gdzie zakupić ziarna tej odmiany. Myślę, że jakby popróbować w sklepach typu "Pożegnanie z Afryką", "Świat kawy i herbaty" itp. to może się udać!
Czym jest balsam peruwiański? Jest to gęsta, ciemna i nie wysychająca ciecz. Jego głównym składnikiem jest cynameina – frakcja olejkowa będąca mieszaniną benzoesanu benzylu i cynamonianu benzylu. Ma on przyjemny zapach, przypominający wanilię i cynamon. Jego nazwa jest myląca – nie pochodzi on bowiem z Peru. Jednym z głównych obszarów występowania woniawca (tak zwany jest potocznie w Polsce) jest lesisty obszar w San Salvador, nad Oceanem Spokojnym, zwany też „wybrzeżem balsamicznym”. Przymiotnik „peruwiański” balsam otrzymał dlatego, iż jednym z głównych portów na szlaku exportowym tego surowca był peruwiański port Callao w Limie. Drzewo produkuje wydzielinę w sposób naturalny, jednak w niewielkich ilościach. Metodą przemysłową balsam peruwiański pozyskiwany jest na skutek uszkodzeń mechanicznych lub termicznych. Patologiczną wydzielinę otrzymuje się poprzez zdjęcie kory, nacięcie i przypalanie pnia drzewa. Balsam zbiera się do mokrych szmatek, które po nasiąknięciu wygotowuje się i wyciska.
Na koniec jeszcze podam przelicznik miary:
po skomplikowanym i wnikliwym liczeniu wychodzi mi, że
1 funt to dziś 0,406 kg
1 drachma to dziś 3,1 grama (0,0031 kg)
Aby przepis był bardziej zrozumiały postanowiłam uraczyć Was moim komentarzem i refleksjami na temat.
Kakao karakas, a w rzeczywistości caracas to odmiana bardziej szlachetna, pochodząca (jak sama nazwa wskazuje) z Wenezueli. Niestety nie orientuje się czy można i ewentualnie gdzie zakupić ziarna tej odmiany. Myślę, że jakby popróbować w sklepach typu "Pożegnanie z Afryką", "Świat kawy i herbaty" itp. to może się udać!
Czym jest balsam peruwiański? Jest to gęsta, ciemna i nie wysychająca ciecz. Jego głównym składnikiem jest cynameina – frakcja olejkowa będąca mieszaniną benzoesanu benzylu i cynamonianu benzylu. Ma on przyjemny zapach, przypominający wanilię i cynamon. Jego nazwa jest myląca – nie pochodzi on bowiem z Peru. Jednym z głównych obszarów występowania woniawca (tak zwany jest potocznie w Polsce) jest lesisty obszar w San Salvador, nad Oceanem Spokojnym, zwany też „wybrzeżem balsamicznym”. Przymiotnik „peruwiański” balsam otrzymał dlatego, iż jednym z głównych portów na szlaku exportowym tego surowca był peruwiański port Callao w Limie. Drzewo produkuje wydzielinę w sposób naturalny, jednak w niewielkich ilościach. Metodą przemysłową balsam peruwiański pozyskiwany jest na skutek uszkodzeń mechanicznych lub termicznych. Patologiczną wydzielinę otrzymuje się poprzez zdjęcie kory, nacięcie i przypalanie pnia drzewa. Balsam zbiera się do mokrych szmatek, które po nasiąknięciu wygotowuje się i wyciska.
Na koniec jeszcze podam przelicznik miary:
po skomplikowanym i wnikliwym liczeniu wychodzi mi, że
1 funt to dziś 0,406 kg
1 drachma to dziś 3,1 grama (0,0031 kg)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


