niedziela, 24 lutego 2013

Chłodnia rodem z Torunia

O histori lodówki pisałam już na blogu. Chłodzeniem jednak parano się już wcześniej, a jak? O tym jeszcze nie pisałam, ale mówiłam dziś w Gastrofazie u Pawła Lorocha i pomyślałam, że najwyższa pora wrzucić parę słów na temat średniowiecznej chłodni w eter (a raczej sieć).
Oto przyklad średniowiecznej chłodni, odkrytej w Toruniu:



Urządzenie to działało następująco: w przestrzeni między drewnianą skrzynią, a beczkami umieszczano lód. Dodatkowo nakrywano go słomą lub obsypywano piachem, aby spowolnić topnienie. Lód oczywiście pozyskiwano z naturalnych źródeł takich jak zamarźnięte jezioro czy rzeka. Całe urządzenie wkopane było w ziemię.

Czy nie sprytnie sobie radzono z problemem chłodzenia? A zaznaczam, że to XV wiek :)

sobota, 16 lutego 2013

O lodach w 1822 roku


Ja wiem, że chwilowo nie pora na tego typu przysmaki, ale może właśnie tak marząc o lecie i ciepłych dniach postanowiłam wrzucić Wam coś co przybliży nas do tych urokliwych chwil. A przynajmniej dla mnie urokliwych, bo nie znoszę zimy!















poniedziałek, 11 lutego 2013

Potrawa ziemniaczana po amerykańsku z 1884 roku

Polecana potrawa na śniadanie na wzór amerykański :) Ja ją wygrzebałam w nowo odkrytym czasopiśmie z końca XIX wieku. Czasopismo rewelacyjne :)





czwartek, 7 lutego 2013

Zapusty lukrowane

Dziś zapusty czyli słynny tłusty czwartek. Tradycja dość stara, może nie koniecznie związana z pączkami u nas kiedyś, ale same zapusty są znane i obchodzone od dawna.
Z tej miłej okazji zapraszam do wysłuchania krótkiego wywiadu z moim udziałem (między innymi) na temat lukru

http://www.polskieradio.pl/9/307/Artykul/777141,Lukier-%E2%80%93-bez-niego-paczek-nie-bylby-paczkiem


środa, 6 lutego 2013

Marchewkowe kłamstwo - surogaty kawowe

Obiecana kawa z marchewki.
Nic prostszego. Przepis pochodzi z czasopism XIX wiecznych. Smakuje wybornie sama i z mlekiem.
Wystarczy wziąć kilka świeżych marchewek, pokroić w kostkę



i uprażyć.


Następnie zmielić,




dodać trochę wanilii, cynamonu i gotowe :)

Przechowywać najlepiej w zamkniętym pojemniku, aby nie utracić aromatu.




sobota, 20 października 2012

Krótka historia lodówki

Najpopularniejszy sposób przechowywania żywności polega na jej chłodzeniu czy wręcz mrożeniu. Od dawna ludzie zdawali sobie z tego sprawę, ale chłodzenie nie było bynajmniej rzeczą łatwą. Dziś nie mamy z tym problemu. Wystarczy otworzyć lodówkę, wrzucić do środka produkty i już. Ale kiedy nie było prądu sprawa robiła się coraz bardziej skąplikowana. Pamiętajmy również o tym, że nawet po wynalezieniu prądu nie był on w powszechnym użyciu wszędzie. Poza tym od wynalezienia prądu do wynalezienia elektrycznych lodówek musiało minąć trochę czasu.

Prekursorem na drodze do wynalezienia lodówki był Amerykanin Jacob Perkins, który w 1834 roku odkrył, że niektóre płyny w czasie parowania powodują chłodzenie. Perkins zbudował nawet model urządzenia chłodzącego, jednak jego wiek (podeszły) nie pozwolił mu na rozwinięcie swej technicznej myśli na tyle, aby produkt dało się wprowadzić na rynek.

John Harrison, drukarz z Australii odkrył w 1860 roku, że eter, którym czyścił metalowe płytki ma właściwości chłodzące. Wykorzystał on to odkrycie do stworzenia pierwszej lodówki.

W Europie maszynę do produkcji lodu skonstruowano dopiero w 1871 roku. Bawarski inżynier - Karol von Linde głowił się nad sposobem chłodzenia piwa produkowanego latem. I tak stworzył urządzenie bazujące na eterze bądź amoniaku.

Coraz powszechniejsze stawało się korzystanie z niewielkich lodówek działających przy pomocy lodu - czy to prawdziwego rzecznego czy też sztucznego. Urządzenia takie wyglądały jak szafki i posiadały jeden lub kilka pojemników na lód. Często obudowę wykonywano z drewna, a wnętrze z metalu.





Pod koniec XIX wieku urządzenia takie były reklamowane nawet przez samą Lucynę Ćwierczakiewicz. Polecała ona używanie "lodówek" do przechowywania doraźnych rzeczy. Podkreślała jednak, że należy pamiętać, że urządzenie takie chłodzi póki ma lód.

Korzystanie zatem z takich sprzętów było dość uciążliwe i wymagało stałego dostępu do lodu. Nie zmienia to jednak faktu, że nareszcie można było np trzymać świeże masło, a świeże masło to jednak nie solone, a więc o niebo lepsze :)

Pozdrawiam

środa, 12 września 2012

Ogórki kwaszone na zimę wg Ćwierczakiewiczowej

Przeglądając wczoraj jeden z kalendarzy Ćwierczakiewiczowej znalazłam interesujący przepis na kiszone ogórki.
Ciekawy, bo nieco inny od klasycznego, znanego wszystkim kiszonego ogóra :0 A przynajmniej tak mi się wydaje, oceńcie sami:

"Trzy garnce wody, szklankę winnego octu, szklankę wódki francuskiej, półtora funta soli zagotować razem. Opłukane ogórki bez okrawania końców ułożyć w baryłkę, przekładając liśćmi wiśniowemi, winogronnemi, gdzieniegdzie dębowemi, tych ostatnich nie wiele bardzo, kawałkami chrzanu posypać, koprem i jeżeli kto lubi czosnku kilka ząbków na całą baryłkę. Z wierzchu pokryć grubą warstwą liści, aby ogórków nie było widać i otworem na szpunt zalać gotującym odwarem do pełna, zaraz zaszpuntować z lekka. Na drugi dzień otworzyć, dolać pełno pozostawionym sosem, gdyż zawsze opadnie, gdy ostygnie zaszpuntować i zalać pakiem. Postawione w dobrej, niewilgotnej piwnicy, do świeżych wiosennych dotrwają, smakując najwyborniej."

Interesujące jest dodawanie wódki do sosu. Do tego francuskiej :) Może wódka francuska to jednak nie wódka w takim znaczeniu jak każdy z nas ma na myśli?

No nic, przepis trzeba wypróbować, dlatego też zabieram się do szukania części składowych jak np liście wiśniowe czy winogronowe...